|
Dariusz Wołowski
W polu karnym
|
Notkipiątek, 20 listopad 2009, 23:38 Następne derby BakeroPo remisie Polonii z Legią zanosi się na to, że Jose Mari Bakero wytrwa w Polsce przynajmniej do następnych derbów. Było trochę śmiechu na konferencji prasowej, na której Polonia Warszawa przedstawiła Bakero, jako nowego trenera. Zaczynając już od samej umowy opiewającej na cztery mecze. Kredyt zaufania wyznaczony przez prezesa Wojciechowskiego dla zdobywcy Pucharu Europy, godny był Jesusa Gila, który podczas szesnastu lat w Atletico Madryt wyrzucił z pracy 26 trenerów. Naprawdę zabawny był jednak moment, kiedy jeden z dziennikarzy zapytał Baska o ocenę kadry Polonii, a ponieważ tłumacz go nie zrozumiał, w efekcie Bakero machając czarną koszulką ze swoim nazwiskiem, zaczął oceniać barwy klubowe. „Ładne, ładne” – przekonywał tego, kto zadał pytanie. Nowy trener mówił jednak przede wszystkim poważnie. Twierdził, że nie przyjąłby pracy w Polonii, gdyby prezes postawił mu ultimatum co do liczby punktów, które musi zdobyć. Dobrowolnie przyjął za to na siebie „ultimatum” dotyczące sposobu gry drużyny. Być może konkretnych żądań ze strony Wojciechowskiego rzeczywiście nie było, ale punktów klub z Konwiktorskiej potrzebuje jednak najbardziej. Dla drużyny ze strefy spadkowej poprawa wizerunku i stylu gry, to odległa perspektywa wymagająca czasu i cierpliwości, czego w Polonii nikt teraz nie ma. Remis w derbach przy Łazienkowskiej jest więc znacznie ważniejszy i konkretniejszy niż coś tak abstrakcyjnego jak nowy styl planowany przez Bakero dla drużyna w ładnych, czarnych strojach. Gdyby Polonia przegrała cztery razy, nawet po dobrych meczach, polska misja Baska mogłaby się przedwcześnie skończyć. Nie wiem, jakim jest trenerem, ale z pewnością zasługuje na więcej. Piłkarze Polonii pokazali, że to rozumieją. „Ze zrozumieniem” zagrali też gracze Jana Urbana - jedni i drudzy zrobili sporo, by były piłkarz Barcelony przetrwał w Polsce do następnych derbów. Będzie przynajmniej okazja sprawdzić, jak wywiązał się ze swojego ultimatum. Na razie jednak na Baska czeka Korona Kielce, Polonia Bytom i Śląsk Wrocław. Z czterech możliwych porażek, ta z Legią zdawała się jednak najbardziej „planowana”.
Komentarzy:
1
piątek, 20 listopad 2009, 16:35 Czy piłka może utonąć w szwindlach? FIFA i UEFA kpią sobie z elementarnego poczucia uczciwości. Dla nich futbol to produkt, i jeśli tylko przynosi wielkie zyski, może być trefny i przegniły.FIFA odrzuca protest Irlandczyków. Nie będzie powtórki meczu barażowego, który wstrząsnął nami wszystkimi wywołując kolejną dyskusję nad uczciwością w piłce, oszustwami piłkarzy i sędziami, w najlepszym razie bezradnymi wobec nich. Spotkanie Francuzów z Irlandczykami zburzyło w wielu z nas elementarne poczucie sprawiedliwości. Możemy wymierzać ją sami, traktując Thierry’ego Henry’ego jak pospolitego oszusta, ale i my okażemy się wtedy niesprawiedliwi, bo takie samo krętactwo mają na sumieniu: Raul, Messi, Zidane, Maradona…. Do wyjątków należą ci, którzy nie mają. Zostajemy zmuszeni do zaakceptowania błędnego wyniku. Po takim przeżyciu kibic chciałby przynajmniej wierzyć, iż zrobiono wszystko, by podobne sytuacje się nie powtórzyły. Czy po decyzji FIFA, zwiększa się prawdopodobieństwo, że na przykład rozgrywane za 9 dni Gran Derbi, zostanie rozstrzygnięte uczciwie? Nie. Wręcz przeciwnie. Decyzja FIFA uprawomocniła zdobytego niezgodnie z przepisami gola dla Francji dając wyraźny sygnał, że usankcjonuje kolejne oszustwa, jeśli tylko umkną one uwadze arbitra. Arbitra, który za chwilę stanie się zupełnie bezradny wobec 22 ludzi wychodzących na boisko przede wszystkim po to, by wystrychnąć go na dudka. Gole, zwycięstwa, punkty, awanse i pieniądze, jakie przynoszą przesłaniają piłkarzom elementarną przyzwoitość, a prawo piłkarskie pobłaża oszustom. Sprawa nie jest jednak prosta. Przyznaję, że ci, którzy są przeciwni powtarzaniu meczów, argumenty mają silne. W zasadzie należałoby rozegrać jeszcze raz wszystkie spotkania od początku świata, gdyż trudno znaleźć choć jedno, w którym arbiter pracował bezbłędnie. Niedawno w Premier League sędzia uznał kuriozalnego gola dla Sunderlandu po strzale Darrena Benta. Piłka „zakpiła” z bramkarza Liverpoolu Jose Reiny, bo odbiła się od balonu rzuconego na murawę przez kibica. To była jedyna bramka tego pojedynku. Przyjmuję do wiadomości, że świat nie jest doskonały i futbol nie jest doskonały. Dlaczego jednak odmawiać sobie nadziei na to, by był choć odrobinę lepszy? Zmiany w piłce są konieczne. Może trzeba wprowadzić sędziów technicznych z dostępem do powtórek mających prawo przerwać grę w sytuacji nadzwyczajnej? Może na linii bramkowej powinna być fotokomórka, by arbiter nie przegapił goli, które padły? Może trzeba też zaostrzyć kary? Jak zachowałby się Thierry Henry, gdyby groził mu rok dyskwalifikacji? Fakt, że za celowe zagrania ręką nie ukarano surowo innych piłkarzy, nie ma już dziś znaczenia. Kiedyś każdy kierowca dawał łapówki drogówce, a jednak niedawno doszliśmy do wniosku, że wszystkim nam to przeszkadza. Problemy z przepisami, umowami albo prawem oraz spory na ten temat towarzyszą nam od wieków. Bywa, że prawo jest liberalne wobec przemytników, chuliganów, złodziei, pedofilów, pijanych kierowców, czy skorumpowanych urzędników. Kiedy jednak społeczeństwo ma ich naprawdę dość, wybiera ludzi, którzy obiecają rozprawić się z patologiami w ich imieniu. Kilka lat akceptowanej powszechnie walki (nawet na pograniczu nagonki) sprawia, że problem przestaje być powszechny. Z futbolem sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. FIFA lekceważy vox populi, ignoruje powszechne poczucie sprawiedliwości, bo kibice nie mają wpływu na wybór jej szefa. On musi być przede wszystkim dobry dla tych, którzy oddają na niego głosy – czyli piłkarskich działaczy w zrzeszonych krajach. FIFA jest silna, bogata, potężna, niezależna, arogancka. Kpi sobie z tego co myśli pojedynczy kibic, a nawet grupy kibiców. Wie przecież, że ten szary, bezimienny tłum za chwilę znów pokornie zasiądzie do futbolowej strawy, bo bez meczu nie wyobraża sobie życia. Ale być może i w tym przypadku istnieje coś w rodzaju granicy, lub masy krytycznej, po przekroczeniu której kibic uzna, że w tym międzynarodowym cyrku zwanym piłką nożną udziału brać nie chce. I powstrzyma się od nabijania kabzy działaczom. Niezadowolenie konsumentów piłki zacznie wtedy realnie zagrażać interesom FIFA i UEFA. Na razie jednak popularność futbolu przynosi im takie korzyści, że nie mają najmniejszego bodźca, by w nim cokoliwek zmieniać.
Komentarzy:
39
czwartek, 19 listopad 2009, 17:20 Jak Henry zmarnował szansę, by zostać legendąZłoty i srebrny medalista mistrzostw świata, mistrz Europy, triumfator Ligi Mistrzów z Barceloną, finalista z 2006 roku z Arsenalem, pięciokrotnie najlepszy piłkarz we Francji, cztery razy król strzelców Premier League, mistrz Francji, Anglii i Hiszpanii. Nie wystarczy? Jeśli komuś mało, to niech wyobrazi sobie 20 wielkich trofeów z reprezentacją Francji i klubami: Ligue 1, Premier League i Primera Division. A potem jeszcze 15 wyróżnień indywidualnych - typu: król strzelców, najlepszy piłkarz, lub miejsce na podium w prestiżowych plebiscytach FIFA i France Football. Jako piłkarz Thierry Henry ma wszystko, zdobył wszystko, przeżył wszystko. Nawet jednak z tak niebotycznej wysokości nie stać go na odruch, który przez swoją naturalność zaparłby dech w piersiach światu. Wczoraj kapitan Francuzów stracił szansę, by przejść do historii jako ktoś, kto wierzy w uczciwość na boisku i bez względu na okoliczności i stawkę próbuje być nieskazitelny. Wolał oszukać jak tylu przed nim. Po raz kolejny musimy przyjąć do wiadomości, że sprawiedliwość w piłce nie istnieje, a tym, którzy odmawiają sędziom korzystania z powtórek, zwyczajnie na niej nie zależy. Po meczu Francji z Irlandią Henry przyznał się do zagrania ręką, wyjaśniając, że nie on był na boisku sędzią. Arbiter powinien jeszcze wcześniej odgwizdać spalonego, a jednak uznał gola po akcji, w której popełnił dwa kolejne błędy. Pamiętamy zbyt wielu boiskowych dżentelmenów, którzy wykorzystywali sędziowskie wpadki, ale Henry to jednak trochę, co innego. Kiedyś publicznie ogłaszał przecież, że wstydzi się za kolegów i rywali symulujących faule. Niech każdy ocenia to sam, dla mnie wczoraj Henry przestał być legendą. Jest pospolitym piłkarzem, który po prostu wygrał więcej niż inni. Irlandczycy złożyli do FIFA oficjalny protest żądając powtórzenia meczu. Szans na to nie mają właściwie żadnych. Dla mnie jednak odrzucająca ich prośbę decyzja, wyznaczy kolejny dzień futbolowej hańby.
Komentarzy:
112
czwartek, 19 listopad 2009, 10:01 Midas Hiddink odczarowany w SłoweniiKlęska Hiddinka z Rosją, triumf Rehhagela z Grecją, łzy Andrija Szewczenki i ręka Thierrego Henry’ego ratująca w dogrywce Francuzów – w barażach o mundial w RPA było więcej dramatów, niż przez dwa lata rozgrywek grupowych Guus Hiddink uchodził w piłce za Króla Midasa. Czego się dotknął zamieniał w produkt z lepszego kruszcu. Wypłynął z PSV Eindhoven zdobywając 21 lat temu jedyny w historii klubu Puchar Europy. Z czasem został specjalistą od misji specjalnych z drużynami narodowymi. Może jeszcze nie na mundialu we Francji, gdy Brazylia zatrzymała „Pomarańczowych” w półfinale (dzięki rzutom karnym). Wtedy mógł poczuć, że los odmówił mu przychylności, ale cztery lata później dotarł do tej samej fazy z Koreą, i świat piłki zaczynał uznawać jego cudowną rękę. Ja nabrałem wtedy do Hiddinka niechęci. Wszystkie sędziowskie szwindle wspierające gospodarzy Holender zbywał cynicznym wzruszeniem ramion. Zamiast przemilczeć, lub spuścić oczy w zawstydzeniu, on z podniesionym czołem ironizował z poczucia krzywdy Włochów i Hiszpanów. Może jednak lepiej zna świat futbolu, bo za cztery lata sędziowie skrzywdzili prowadzoną przez niego Australię. Być może kto inny byłby dziś mistrzem świata, gdyby arbiter 1/8 finału nie podyktował jedenastki dla Italii po nieistniejącym faulu w 95. min (Włosi grali wtedy w dziesięciu). Dla Australijczyków start w Niemczech był, mimo wszystko, narodowym triumfem. Z Rosjanami Hiddink także dokonał rzeczy z pozoru niemożliwej. Stworzył medalistę Euro 2008 z piłkarzy, którzy przez lata potrafili wyłącznie trwonić swój potencjał. Zreformował ponoć cały tamtejszy futbol, zmienił mentalność ludzi, zasiał ziarna nadziei na żyznej, ale zaniedbanej glebie. W wolnej chwili na prośbę Abramowicza z marszu odbudował Chelsea i gdyby nie desperacki strzał Andresa Iniesty w 180. minucie rywalizacji z Barceloną, Holender po dwóch dekadach przypomniałby sobie smak gry w finale Pucharu Europy… Nie wiem co oznacza porażka w Słowenii, tam gdzie niedawno upokorzenie przeżył rodak Hiddinka Leo Beenhakker? Na pewno jest gorsza dla Rosjan niż dla Holendra. Hiddink znajdzie bez trudu inne wielkie wyzwanie, jest w końcu obieżyświatem, najemnikiem do zadań specjalnych z etykietką najwybitniejszego selekcjonera. Nie zdziwiłby się przesadnie, gdyby on do RPA jednak pojechał. Wyzwaniem byłaby na pewno reprezentacja Francji, od dekady przeżywająca swoje największe lata. Znakomity system szkolenia sprawił, że w tym czasie niewiele było wielkich klubów, które dawałyby sobie radę bez Francuzów. Wszystko co nadzwyczajne (dwa finały mistrzostw świata i mistrzostwo Europy) kojarzone było jednak z geniuszem Zidane’a. Bez niego „trójkolorowi” przegrali z kretesem już swój pierwszy wielki turniej (Euro 2008), teraz trzeba było nadludzkiego wysiłku już do awansu. W barażach z Irlandczykami ślepy los musiał stanąć po stronie Francji: po zagraniu ręką Henry’ego (a niby wzór dżentelmena), decydującą bramkę zdobył Gallas. Od czasów Aime Jacqueta Francja nie ma wielkiego szczęścia do selekcjonerów. Roger Lemerre, Jacques Santini i Raymond Domenech mieli ponoć głównie zajmować się tym, co nie przeszkadzało Zidane’owi. Niedawno francuska prasa opisywała scenę z treningu, kiedy kolejny wielki kapitan (Henry) powiedział Domenechowi: „trenerze, nudzimy się na Pana zajęciach”. Nie zmienia to jednak faktu, że Domenech wprowadził Francuzów do trzech wielkich imprez, i jeśli wytrwa na stanowisku, w RPA będzie bronił srebra mistrzostw świata. W drodze na mundial Giovanni Trapattoni i jego dzielni Irlandczycy starli się z dwoma najlepszymi drużynami mistrzostw w Niemczech. Nie dali rady, ale udowodnili ile braków wciąż można nadrobić sercem do gry. Bez potencjału porównywalnego z Włochami i Francuzami, drużyna wspięła się na ten sam poziom i sukcesu była bardzo bliska. Decydował fatalny błąd arbitra. Ból mogą czuć też piłkarze z Bośni i Hercegowiny. Przed rewanżem w Sarajewie trener Portugalczyków bał się zupełnie na poważnie. Carlos Queiroz wyznał, że takich emocji nie przeżywał w Manchesterze i Realu Madryt. Tym razem Portugalia poradziła sobie bez Ronaldo, który ozdrowiał właśnie w dniu, gdy jego mniej sławni koledzy zdobywali przepustkę na mistrzostwa świata. Wielki futbol nie przepada za młócką w grupach. W rozgrywanych systemem pucharowym barażach było więcej dramatów niż przez poprzednie dwa lata. Andrij Szewczenko chciał zakończyć karierę startem w RPA, na drodze stanęła drużyna Rehhagela. Znów wygrała w defensywnym stylu znanym nam z Euro 2004. Grecy dopiero drugi raz jadą na mistrzostwa świata, zapisać czystą kartę. W USA nie zdobyli punktu, ani gola. Rehhagel ma więc coś jeszcze do zrobienia. Najbardziej heroicznej rzeczy dokonali Słoweńcy. Drużyna ze słabiutkiej „polskiej” grupy, której los zdawał się być przez chwilę w rękach Polaków (ci nie pomogli przegrywając w Chorzowie ze Słowacją), rozprawiła się z autentyczną potęgą. I trenerem, dla którego jest to być może życiowa porażka.
Komentarzy:
27
środa, 18 listopad 2009, 16:47 Polska - Kanada 1:0 na żywoPo czterech porażkach reprezentacja Polski doczekała zwycięstwa. Franciszek Smuda kazał grać piłkarzom szybko i z pierwszej piłki. To wzorzec na wyćwiczenie którego zostało 2,5 roku
Truno ocenić klasę Kanady, na pewno była najsłabszą drużyną z jaką Polacy grali w ostatnim czasie. Stąd wynik wydaje się logiczny, coraz niżej upadająca polska piłka wciąż znajduje rywali na których tle może się pocieszyć. Ale przecież nie o to chodzi Smudzie. Widać wyraźnie, że nie o to chodzi, bo w grze Polaków sporo było podań szybkich, ryzykownych. Selekcjoner wie, że monotonia zabija piłkę, zanudza, a on nie chce zanudzać. Monotonia i ostrożność nie jest w naturze Smudy. On swój wybuchowy i impulsywny charakter chce narzucić piłkarzom. Duży problem jest, gdy piłkarze nie umieją grać agresywnie, ale grzechem jeśli w ogóle nie próbują. Dziś próbowali. Tylko skrzydła leżą. Kosowski zagrał nieźle jeden z dwóch meczów, tem łatwiejszy z Kanadą zawalił. O bocznych obrońcach nie wspomnę, jeden słabszy od drugiego, a drugi od trzeciego. Za to stoper Sadlok się sprawdził, o którego bałem się, że będzie kopią Polczaka. Na razie jednak sprawdził się z Kanadą. Po meczu z Rumunami Zbigniew Boniek posłużył się analogią do hokeja, w którego nie da się grać nie umiejąc jeździć na łyżwach. Podejmując ten wątek wolałbym, żeby Polska częściej spotykała się z Kanadyjczykami nie na trawie, ale na lodzie. I oczywiście też wygrywała. 16.45 Trener Portugalczyków Calros Queiroz twierdzi, że dzisiejszy mecz barażowy z Bośnią i Hercegowiną jest wydarzeniem jego życia. Musi poradzić sobie bez Ronaldo, który właśnie dziś wyzdrowiał i wygląda na to, że za 11 dni zagra w podstawowym składzie Realu Madryt na Camp Nou z Barceloną. Konuzję leczył dni 51. W Bydgoszczy atmosfera jest spokojniejsza, meczu życia nie ma - od pierwszego spotkania o stawkę polskich graczy dzieli 2,5 roku. Ale mamy choć nadzieję, że po czterech kolejnych porażkach, reprezentacja wreszcie zdobędzie punkty. Do tego celu PZPN zakontraktował Kanadyjczyków z kapitanem Tomaszem Radzińskim. 17.00 Murawa dzisiaj nie przeszkadza... 17.20. Goool... Smuda doczekał pierwszego gola w roli selekcjonera, Rybus pierwszego w roli reprezentanta, a my pierwszego od czterech spotkań w roli kibiców reprezentacji. 17.50. Przerwa. Widać, że Franciszek Smuda żąda, by drużyna grała szybko, po ziemi, jak najczęściej z pierwszej piłki. Piłkarze też może chcą tak grać, ale udaje im się tylko chwilami, często przeszkadzają braki w wyszkoleniu. Jak wiemy czasu na naukę jest dość, więc nie powinniśmy się niecierpliwić. Gdyby tak rywale na Euro 2012 grali jak Kanada, wtedy bylibyśmy zupełnie spokojni. 18.36. Jeśli Robert Lewandowski chce być świetnym piłkarzem powinien pamiętać, że w sytuacji sam na sam z bramkarzem rolą napastnika jest zdobycie gola, a nie przewracanie się. Nawet efektowne
Komentarzy:
11
|
![]()
Księga gości O piłce w Interia.pl
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Zobacz wizytówkę użytkownika » dariuszwolowski.znajomi.interia.pl | ![]() |
blog.interia.pl |