Dariusz Wołowski
W polu karnym

Notki

wtorek, 09 luty 2010, 12:32 Jak daleko Cescowi do Barcelony?

Cesc Fabregas - najbardziej atrakcyjny "towar" transferowy.
Joan Laporta nie chce mieć na sumieniu straty Cesca Fabregasa. Dlatego zrobi, co można, by odzyskać go przed odejściem z Barcelony. Tak, czy owak gracz Arsenalu stanie się pewnie znaczącą kartą przetargową, w nadchodzących wyborach prezesa klubu z Katalonii.

Prasa brukowa na Wyspach pisze o 33-milionowym kontrakcie, którym Arsene Wenger chce zatrzymać Fabregasa w Arsenalu na pięć kolejnych lat. Tylko czy 22-letni wychowanek Barcelony będzie chciał zostać najlepiej opłacanym graczem w historii „Kanonierów”, z którymi udało mu się wygrać jeden Puchar Anglii i to już pięć lat temu?

Znajomi dziennikarze z Hiszpanii, twierdzą, że Fabregas nie jest zdolny do gry z Wengerem obliczonej wyłącznie na podwyżkę. Kiedy więc niedawno zaszokował słowami, że najchętniej, to on by jednak wracał do Katalonii, a potem odrzucił propozycję nowego kontraktu w Londynie, sprawa stała się poważna. Ponoć Wenger jest gotów złamać zasady, oferując młodzikowi majątek.

Dyrektor wykonawczy Arsenalu napisał w tej sprawie list do Joana Laporty, prosząc, by Barcelona nie kusiła i nie wszczynała akcji na rzecz odzyskania wychowanka.  Klub z Londynu ma uzasadnione podejrzenia, że transfer ich piłkarza może być kartą przetargową w zbliżających się wyborach nowego prezesa Barcelony. „Kanonierzy” mogą, rzecz jasna prosić i żądać, ale trudno przypuszczać, by osiągnęli efekt. Ani Laporta, ani jego następca starań o Cesca się nie wyrzekną, mogą się one stać tylko bardziej dyskretne.

Prezes Katalończyków już dawno ogłaszał, że Fabregas ma barcelońskie DNA. I to chyba nie jest przesada. Miał zaledwie dziewięć miesięcy, gdy dziadek zabrał go na Camp Nou, a potem marzył o grze w Barcelonie całe lata. Po epizodach w klubikach Arenys de Mar CF i CE Mataró, trafił w końcu do „La Masia”. Ale w pierwszej drużynie, nigdy nie zagrał.

Tuż przed mistrzostwami świata U17, dostał zaproszenie z Arsenalu, gdzie wyjechał z rodzicami, by 11 września 2003 roku podpisać kontrakt. Pochłonięty wielkimi sprawami, nowy prezes Barcelony Joan Laporta „odpuścił” sobie zdolnego chłopaka. Było ich w „La Masia” tak wielu.

Od tamtej pory właściwie każdego lata pojawia się w Katalonii debata: „kiedy wróci?”. Pośpiechu w zasadzie nie ma, Katalończycy widzą go, jako następcę 30-letniego Xaviego, który doskonale się trzyma. Spieszyć może się jednak Laporcie. Za cztery miesiące opuszcza przecież fotel prezesa. Zdobył na nim 11 trofeów, dwa razy doprowadził Barcelonę do triumfu w Champions League (w 2006 po zwycięstwie w finale nad Arsenalem), ale przeoczenie Cesca stało się jednym z jego największych sportowych grzechów. Na naprawę błędu sprzed lat, pozostało naprawdę mało czasu.

poniedziałek, 08 luty 2010, 11:58 Głowa nie boli Pepa Guardioli

Omijana dotąd przez kontuzje Barcelona ma nagle poważny kłopot. Wystarczył pozornie banany mecz z Getafe, by najlepsza defensywa w Europie się rozsypała. I to przed spotkaniem w Madrycie z Atletico, gdzie 11 miesięcy temu Barca straciła cztery bramki

W sobotę Messi, Xavi i Iniesta udowodnili, że można wygrywać mecze kończąc je w dziewiątkę. Czerwone kartki dla stoperów Gerarda Pique i Rafaela Marqueza nie okazały się kosztowne natychmiast, ale będą problemem dla Pepa Guardioli podczas wyprawy do Madrytu. Starcie na Camp Nou z Getafe skończyło okres sielanki dla najlepszej obrony w Europie.

Już na rozgrzewce uraz odnowił się Daniemu Alvesowi, a podczas gry z kontuzją mięśni zszedł Yaya Tuore, który pokazał już kilka razy, że awaryjnie, bez trudu wciela się w rolę stopera. Brazylijczyk będzie pauzował trzy tygodnie, piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej dwa. Kłopoty nadmiaru w defensywie Barcelony prysły jak mydlana bańka. W składzie drużyny pozostali dwaj lewi obrońcy Maxwell i Abidal, dwaj środkowi Milito i Czyhryński oraz Puyol, który może grać wszędzie. Gdyby sytuacja się jeszcze pogorszyła Guardiola musiałby sięgnąć do drużyny rezerw po stoperów Bartrę i Fontása oraz bocznych Muniesę, Armando, albo Montoyę.

Pep Guardiola reaguje spokojnie. Uważa, że drużyna sobie poradzi, bo kluczem do zabezpieczenia tyłów jest system. „Nieważne, kto gra, ale jak gra” - tłumaczy. „Jeśli każdy z czterech obrońców myśli bardziej o swoich kolegach niż o sobie, wtedy sukces całości jest gwarantowany”. Zrelaksowany jest też Leo Messi podkreślając, że szeroka kadra to w Barcelonie rzeczywistość, a nie fikcja. „U nas nie ma ludzi niezastąpionych” – stwierdza odważnie i przypomina mecz z Interem w Champions League, który drużyna wygrała na Camp Nou bez niego i Ibrahimovica.

Na razie Barca ma najlepszą obronę w lidze hiszpańskiej. W 21 meczach straciła 11 goli (średnia 0,52). Jest też zespołem, który najrzadziej dopuszcza do strzału na bramkę Victora Valdesa, a nawet najrzadziej pozwala dośrodkować w jego pole karne. Piłkarze Guardioli szczególnie mobilizują się na spotkania wyjazdowe, w których stracili dotąd zaledwie cztery bramki (średnia 0,4). Barca bez kłopotu wytrzymuje porównanie z najlepszymi zespołami Premier League. Chelsea i Manchester United - choć rozegrały o cztery mecze więcej, ale straciły po 20 bramek, a więc ich średnia jest zdecydowanie gorsza (0,8). Poza Stamford Bridge i Old Trafford liderzy ligi angielskiej pozwalają strzelić sobie przeciętnie jednego gola na mecz. Słabiutką  obronę ma Arsenal, bramkarze Wengera sięgali do siatki aż 30 razy.

W Hiszpanii tylko Barca i Real Madryt straciły mniej niż 20 goli (Królewscy 15). W Bundeslidze, jedynie trzecie w tabeli Schalke dorównuje pod tym względem Realowi. Lider z Leverkusen stracił 17 bramek, drugi w lidze Bayern 18. We Francji najlepszą obronę ma prowadzace Bordeaux (18 bramek straconych w 23 meczach), drugie w tej klasyfikacji jest „polskie” Auxerre – rywale strzelili mu tylko 20 goli.

Barcelonie nikt jednak pod tym względem nie zagraża. Pep Guardiola jest spokojny. Chyba, że przypomni sobie mecz na Vicente Calderon z ubiegłego roku. W marcu Atletico wbiło Katalończykom cztery bramki, i zwyciężyło, mimo iż przegrywało 0:2 i 1:3. Diego Forlan i Sergio Aguero po dwa razy przebili się przez defensywę z żelaza i pokonali Valdesa.

poniedziałek, 08 luty 2010, 10:02 Dlaczego najlepsi wciąż chcą grać z Polakami?

Sparing z Hiszpanami to dla Polski wisienka na torcie, którym było losowanie grup eliminacji Euro 2012. Tuż przed mundialem w RPA, drużyna Franciszka Smudy zagra z rywalem szykującym się do podboju świata.

Dla Vicente del Bosque weekendowy wypad do Warszawy miał same uroki. Zbigniew Boniek i Andrzej Szarmach przydzielili Hiszpanów do grupy eliminacyjnej z Czechami, Szkocją, Litwą i Lichtensztajnem - drużynami, których nie będzie na zbliżającym się piłkarskim szczycie w RPA. Początek kampanii o zachowanie tytułu, nie powinien być więc dla Hiszpanów szczególnie trudny. Del Bosque upodobał sobie jeszcze piąty zespół, który poległ w drodze na afrykański mundial. 8 czerwca, tuż przed odlotem do RPA mistrzowie Europy zagrają ostatni sparing z Polakami.

Jak wypadnie porównanie Xaviego z Obraniakiem, Iniesty z Rybusem, pojedynki Brożka i Lewandowskiego z Pique i Puyolem, lub Sadloka i Żewłakowa z Villą i Torresem? Martwić można się nawet o Tomasza Kuszczaka, bo będzie musiał rzucić wyzwanie Ikerowi Casillasowi, uważanemu za najlepszego bramkarza świata. Jeszcze nigdy w historii reprezentacji Hiszpanii i Polski nie dzieliło tak wiele. Pokazuje to nie tylko ranking FIFA, ale przede wszystkim kariery piłkarzy.

Gdy w sierpniu 2004 roku, w eliminacjach do Ligi Mistrzów Wisła Kraków, jeszcze z Żurawskim i Frankowskim w składzie, przegrała w Madrycie z Realem 1: 3, komentarze prasy hiszpańskiej były jednomyślne: „dawno nie było na Santiago Bernabeu drużyny tak surowej technicznie i źle zorganizowanej”.

Dlaczego więc trener Hiszpanów chce grać z zespołem z szóstej dziesiątki rankingu FIFA? Wybierając ostatniego rywala przed wylotem do RPA, Del Bosque musiał się zapatrzeć na polskie „sierotki”. Boniek z Szarmachem tak sprawnie operowali piłeczkami podczas losowania grup eliminacyjnych Euro 2012, że mając trochę wyobraźni, można było przypomnieć sobie najlepsze lata.

60-letni już prawie selekcjoner Hiszpanów na pamięć na razie nie narzeka. Był już piłkarzem Realu Madryt, gdy Lato z Szarmachem zostawali najlepszymi strzelcami finałów mistrzostw świata (1974, RFN). Na mundialu w Hiszpanii (1982), gdzie razem z Bońkiem podbijali Madryt i Barcelonę, patrzył na to zachwyconymi oczami 32-letniego weterana. A jeśli kraj ma taką przeszłość, pozostanie w świadomości rywali uśpioną potęgą. To „sprawka” Szarmacha i Bońka, że taką uśpioną siłą wciąż jest dla Hiszpanów Polska.

Jest też oczywiście organizatorem Euro 2012, co daje jej przywilej gry z najlepszymi. A lepszych od Hiszpanów ostatnio nie ma. W rankingu FIFA drużyna del Bosque wyprzedza wszystkich, łącznie z Brazylią i do RPA poleci w roli faworyta. Będzie musiała jednak przełamać wiele barier. W 80-letniej historii mundiali, Hiszpanie tylko raz i to aż 60 lat temu przebili się do czwórki. Tym łatwiej im cenić dokonania Szarmacha i Bońka.

Reprezentacja Hiszpanii to dowód, że najlepszym balsamem na podziały, regionalizmy, i najcięższą nawet historię, jest sukces. Przez dziesięciolecia kadra była brzydkim kaczątkiem kompromitującym dokonania Realu Madryt, Barcelony, Valencii, czy Athletic Bilbao. Dziś, po triumfie na Euro 2008, jest oczkiem w głowie w swoim kraju. Iker Casillas przyznaje, że za grę w drużynie narodowej oddałby bez wahania oba triumfy w Lidze Mistrzów z Realem Madryt. Przytakuje mu zaciąg z Barcelony: Puyol, Xavi i Iniesta. Hiszpanie są w tym względzie wyjątkowo zjednoczeni wierząc, że w Afryce drużyna pokona w końcu fatum ćwierćfinałów i zdobędzie medal. Być może nawet złoty. Dotąd tylko jeden raz mistrz Europy został mistrzem świata (Niemcy 1972-1974).

Czy ktoś wspominałby sparing z Grecją w Szczecinie tuż przed Euro 2004, gdyby nie okazało się, że po 90 minutach bezładnej kopaniny i samobójczej bramce Kapsisa, Polacy pokonali przyszłego mistrza Europy? 8 czerwca drużyna Franciszka Smudy dostanie szansę ogrania przyszłego mistrza świata. O resztę niech zadba potem Vicente del Bosque. Smuda musi myśleć w perspektywie dłuższej o dwa lata.

sobota, 06 luty 2010, 23:53 Lider broni się nawet w dziewiątkę

Nawet czerwone kartki dla Pique i Marqueza nie przeszkodziły Barcelonie przedłużyć passy bez porażki do 21. meczów w Primera Division. Drużyna Pepa Guardioli pokonała Getafe, Real „obronił” twierdzę Bernabeu łatwo wygrywając z Espanyolem

„Kiedyś w końcu przegramy” – przewidywał Pep Guardiola przed meczem z Getafe. Trener Barcy wspominał pewnie derby Barcelony w poprzednim sezonie, gdy losy pojedynku z Espanyolem zmieniła czerwona kartka. Skończył się on bolesną porażką jego drużyny na Camp Nou, która w podsumowaniu sezonu okazała się jednak bez znaczenia.

Dziś Barca dostała dwie czerwone kartki. Pierwszą otrzymał zupełnie zasłużenie Pique, najrzadziej faulujący stoper w Europie. Gospodarze prowadzili wtedy 1:0 (gol Messiego) i nic nie wskazywało, że publiczność na Camp Nou czekają jeszcze emocje. Grając w przewadze Getafe zaczęło jednak zagrażać Barcelonie. Mimo to Ibrahimovic mógł zdobyć drugą bramkę, przegrał jednak pojedynek z bramkarzem i, po przerwie, został zmieniony. To czwarty ligowy, a razem z Pucharem Króla, piąty mecz Zlatana bez gola. Szwed coraz mocniej martwi fanów Barcelony.

Druga bramka dla Barcy też była dziełem Messiego (asysta). Zdobył ją Xavi. W doliczonym czasie gry gospodarze stracili jeszcze Marqueza, a sędzia podyktował karnego, którego wykorzystał Soldado. Barca wyszła z tego meczu jeszcze mocniejsza, świadoma, że jej przewaga nad krajowymi rywalami jest gigantyczna i może radzić sobie w każdej sytuacji. Za tydzień powinno być jednak trudniej, bo Barca jedzie do Madrytu na mecz z Atletico. Może wtedy coś w czołówce się zmieni.

Przez trzy tygodnie Guardiola musi radzić sobie bez Alvesa. Brazylijczykowi odnowiła się kontuzja na rozgrzewce, straci mecze z Atletico, Racingiem i Stuttgartem. Yaya Toure będzie się leczył 10-15 dni. Na Ligę Mistrzów powinien zdążyć. Kłopoty z defensywą jednak w najbliższych meczach będą poważne: bez Pique, Marqueza (ukarani), Alvesa (uraz) zostali Guardioli: Maxwell, Abidal, Puyol, Milito, Czyhryński.

Z Gutim w podstawowym składzie Real spacerem pokonał dziś Espanyol nie pozwalając, by strata do lidera wzrosła. Goście nie podjęli rękawicy. W 11 meczach tego sezonu, Królewscy zdobyli 33 pkt na Santiago Bernabeu. Do gry wrócili Lass, Higuain (z golem) i Van der Vaart, za tydzień z Xerez wróci Ronaldo i Manuel Pellegrini będzie miał kłopot nadmiaru. Mimo emocji na Camp Nou, 21. kolejka będzie w perspektywie walki o mistrzostwo Hiszpanii, bez znaczenia.

sobota, 06 luty 2010, 15:58 Kto kocha futbol, kocha Gutiego?

Zaledwie miesiąc temu był wyrzucaną z klubu czarną owcą, dziś fani Realu znów debatują o Gutim, jakby od jego gry wszystko zależało.

Nie Kaka jest bohaterem Madrytu, nie Xabi Alonso, nie Benzema, a nawet nie Ronaldo. Nowe, młode, medialne gwiazdy, które mają przywrócić Realowi Madryt pozycję na europejskim szczycie, znalazły się dziś w tle 34-letniego wychowanka. W dodatku nie chodzi nawet o żywą legendę klubu Raula Gonzaleza, ale Jose Marię Gutierreza, notorycznie wykreślanego z wielkiej piłki przez kolejnych trenerów.

Wydawało się, że po meczu z Alcorcon zrobił to także Manuel Pellegrini, tymczasem kłopoty z kontuzjami i karami utorowały Gutiemu drogę do powrotu. Jego asysta piętą w La Corunii siedem dni temu, otworzyła w Madrycie debatę nie tylko nad samym podstarzałym piłkarzem, ale wręcz sposobem, w jaki powinna grać drużyna. Pellegrini wymarzył sobie ustawienie z dwoma defensywnymi pomocnikami w środku pola: Xabim Alonso i Lassem, tymczasem teraz musi zmienić koncepcję gry, by poszukać miejsca dla weterana.

Takich kłopotów nikt jeszcze miesiąc temu nie mógł nawet przeczuwać, Guti był na aucie, a madryckie gazety pisały o przymiarkach do amerykańskiej MLS. Piłkarz może się dziś czuć odrobinę jak jego były kolega David Beckham, choć nie wraca fizycznie zza oceanu, to jednak symbolicznie z dalekiej podróży.

Sprawa jest prosta: jeśli dziś z Espanyolem Gutiego w podstawowym składzie nie będzie, Pellegrini otrzyma gigantyczny minus od publiczności z Santiago Bernabeu. Fani kochają Gutierreza, idealizują, dla nich wprowadza on w grę siermiężnej pomocy, błysk geniuszu. W tej sytuacji na ławce może wylądować Lass, a przecież na początku sezonu był postacią, wokół której powstawała nowa drużyna.

Pytanie: „jak ma grać nowy Real?” powraca z winy 34-letniego weterana. Już dawno Pellegrini dał słynną odpowiedź, że inaczej niż Barcelona - mniej kombinacyjnie, poszukując drogi do bramki najprostszym sposobem. Ale z Gutim w składzie Real bardzo upodobni się do mistrza Hiszpanii, gdzie w środku jest jeden defensywny pomocnik (najczęściej Busquets) i jeden ofensywny (Xavi). Jeśli przed Xabim Alosno stanie Guti, środek Realu będzie wyglądał teoretycznie tak samo.

Trener Espanyolu Mauricio Pochettino przyznaje, że on by się chwili nie wahał. „Kto kocha futbol, kocha Gutiego” - mówi. Jego zdaniem taka drużyna jak Real powinna być zdecydowanie ofensywna, a dwóch defensywnych pomocników w składzie to za dużo. Pellegrini odpowiedzi jasnej dać nie chciał: mówił o dwóch wariantach (ofensywniejszym z Gutim i defensywniejszym z Lassem). Dlatego tak znaczące może być dzisiejsze starcie z Espanyolem, które udowodni, co jest lepsze zdaniem trenera.

Paradoks polega na tym, że choć na Bernabeu drużyna zdobyła w lidze komplet 30 pkt, najlepsze mecze zagrała w Walencji i La Corunii. A nawet w Champions League, najwyżej oceniany jest występ w Mediolanie (1:1 z Milanem). Wszystkie te mecze, Real zagrał bez Cristiano Ronaldo, choć oczywiście jego pozycja w drużynie jest niepodważalna (Portugalczyk dziś nie gra, wciąż pauzuje za czerwoną kartkę z Malagą).

Ciekawe jak ta wrzawa wokół Gutiego się skończy? Ja jeszcze raz przywołam moją ulubioną anegdotę z Berndem Schusterem. Kiedy Ramon Calderon polecał Niemcowi wystawianie Gutiego, ten ustawił ówczesnego prezesa przed zdjęciami z trzech wygranych przez Real w ostatnim czasie finałów Champions League (1998, 2000, 2002). Na żadnym z historycznych zdjęć Gutiego nie było, choć oczywiście grał już wtedy w klubie. To miał być dowód, że na najwyższym poziomie, jest po prostu zbędny.

Zobacz serwisy INTERIA.PL
Zobacz wizytówkę użytkownika » dariuszwolowski.znajomi.interia.pl W polu karnym - blog Darka Wołowskiego - RSS Blog blog.interia.pl